Wednesday, December 14, 2016

Pozwiedzać - koniecznie! Przy czym, wszystko co się da!

Zamieszkać - hmmm... niekoniecznie ;)


Azja jest kontynentem na tyle różnorodnym i heterogenicznym, że musiałabym chyba poświęcić rok na każdy kraj. O co mi chodzi? Europa przecież też jest ogromna, można się nazwiedzać do woli. Tak! Ale tutaj chodzi o kolosalne różnice między każdym krajem: alfabet i pismo (japoński, wietnamski, chiński, tybetański...), świątynie, jedzenie, postrzeganie kobiet, postrzeganie piękna itp. 
Jednak Azja nie jest tak lekko dostepna jak Europa, a to kusi najbardziej. I nawet jak będziemy na głodzie chlebowym, ziemniakowym, a produkty mleczne będą nam się już po nocach śniły, trzeba będzie zacisnąć zęby i wytrzymać! Nie znajdziemy polskich sklepów, nie znajdziemy nic, do czego byliśmy przyzwyczajeni. I to jest wspaniałe, Azja jest na bank miejscem, gdzie musisz wyjść ze swojej strefy komfortu. A kiedy jeszcze mamy możliwość porozmawiać z mieszkańcami... cacy! Oczywiście tybylcy zaczynają ode mnie uciekać, kiedy zmierzam w ich stronę, układajac w głowie pytania. Cóż, takie zwiedzanie jest najlpesze! A kiedy jeszcze ktoś cię do siebie zaprosi... Ach. Cud, miód i orzeszki. Nie będę się więcej rozpisywac. Trzeba jechać, zwiedzać, czerpać energię i cieszyć się każdą minutą.

Natomiast mieszkanie w Azji jest wyzwaniem. Dla mnie. Czasami mam tak serdecznie dość Tajpej, że mam ochotę wrócić do Polski. Czasami czuję, że na Ukrainie, opętanej kryzysem i wojną jest mi bardziej komfortowo niż na Tajwanie. Chociaż moja azjatycka egzystencja ogranicza się do brudnego, przeludnionego Tajpej, i do mojej ulicy, śmierdzącej ściekami i tofu (często mam chwile słabości, chyba poprzedzone upałami :D ) Dziwne, ale taki sam niesmak czułam w Jakarcie, a najgorzej było w Hong Kongu. Niesamowite miejsce! Ale po roku mieszkanie w HK, dostałabym nerwicy i oczopląsu. Na szczeście na Tajwanie jest inaczej. Wystarczy spakować rzeczy i uciec do rodzinnej wioski na południe. Kilka dni bez prysznica spokojnie wytrzyam, ale przynajmniej będe otoczona przyrodą! Och tak, Tajwan ma niesamowitą przyrodę. Tak niesamowitą, że kocham tę wyspę, uwielbiam. A czasami mam jej serdcznie dość. Przeżywam właśnie kryzys emigranta. Zdałam sprawę, że mieszkam w paskudnych warunkach, a moje biedne dziecko będzie to uważać za normalne... (kill me now) Euforia pierwszego roku minęła jeszcze na studiach, a następnym stadium powinna być akceptacja, czy, jak ja to nazywam, pogodzeniem się losem. Mam nadzieję, że do tego trzeciego stadium dożyję szybko i bezboleśnie. Narazie na samą myśl o powrocie na Tajwan (został mi tylko miesiąc) mam ochotę się rozpłakać. 

No ale cóż. Zwiedziać Azję mam w planach i będę to robić, mam nadzieję, do końca swoich sił. Powracać na Tajwan co kilka miesięcy jest moim marzeniem. A jak tylko poczuję przesyt, będę zębami wygryzać drogę ucieczki. 
Po porstu, niestety albo stety, na chwilę obecną chicałabym mieszkać gdzie indziej.  ;) 



















Kuala Lumpur - analogiczne miasto do Tajpej. Petronas Towers robią wrażenie, mniej więcej takie jak Tajpej 101. Ale zamieszkać tam na pewno bym nie chciała.
















Poniżej centrum Jakarty w nocy. Niestety Jakarta nie zalicza się do bezpiecznych miast. W przeciwieństwie do Tajpej, gdzie nocną porą nic nam nie grozi :)






















Malutkie, a jednak wielkie państwo-miasto, trochę przypominające New York. Hong Kong zachwyca swoją dynamiką. 






Yogyakarta i okolice - najpięknięsze miejsca w Indonezji
























Bali - co do plaż, nie mogę nic powiedzieć, ale kulturowo, wyspa jest wyjątkowa. Ludzie przemili, uśmiechnięci i bardzo pomocni. 


Categories:

0 comments:

Post a Comment

Google+ Followers